Od 21 maja 2026 roku możemy zagrać w demo Warhammer 40,000: Boltgun 2 na Steam. Nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności – jedynka świetnie zapisała się w mojej pamięci, choć nie jestem miłośnikiem retro shooterów. Jak się grało? Czego możemy spodziewać się po pełnej wersji gry? Zapraszam.
2 misje, 2 bohaterów, 2 x więcej zabawy
Pierwszy Boltgun był jednym z większych zaskoczeń na mojej gamingowej mapie 2023 roku. Nie jestem miłośnikiem tego gatunku, a jednak bawiłem się w nim naprawdę dobrze. I to pomimo tego, że lubię efekty graficzne, Ray Traycingi i inne bajery. Tymczasem Bolgun poszedłby zapewne na wyświetlaczu mojej lodówki. Demo dwójki ogrywałem jednak nie na sprzęcie AGD, ale na PC.
Do dyspozycji mamy 4 poziomy trudności. Gra powyżej normalnego stanowi już (dla mnie) całkiem poważne wyzwanie – trzeba pozostawać w ruchu, działać taktycznie, rozsądnie dobierać broń do typów przeciwników i zbierać zdrowie oraz pancerz.

Najważniejsza zmiana w stosunku do jedynki rzuca się w oczy jeszcze w menu, przed rozpoczęciem nowej gry. Otóż mamy do wyboru dwóch bohaterów:
- Malum Caedo – Space Marines z zakonu Ultramarines. Sterguard Veteran. 1. Kompania.
- Nyra Veyrath – Siostra Bitwy z zakonu Naszej Umęczonej Pani.

Podczas gry naszym Sternguard Veteran możemy odblokować cztery bronie:
- Klasyczny Bolter,
- Shotguna,
- Karabin plazmowy,
- Ciężki Bolter.
Każda z tych broni będzie nam znana, jeśli graliście w jedynkę. Feeling strzelania z nich jest świetny. Nie trzeba wiele dodawać.
Do walki wręcz Astartes używa miecza łańcuchowego, który pozwala mu doskakiwać do przeciwników i zalewać nasz ekran krwistymi pikselami (Khorne lubi to). Na zbite masy przeciwników możemy wykorzystywać granaty.

W trakcie gry naszą Adepta Sororitas odblokowujemy zupełnie nowe zabawki do strzelania:
- Pistolet boltowy,
- Kuszę,
- Miotacz ognia,
- Ciężki Bolter.
Jak widzicie, tylko jedna z nich się powtarza.
Pistolet boltowy ma tylko 5 nabojów w magazynku. Musimy więc strzelać celnie. Na szczęście zadaje duże obrażenia (co według mnie czyni Nyrę silniejszą w porównaniu do Maluma). Druga broń to kusza, którą trzeba „naładować” przed strzałem poprzez przytrzymanie LPM. Zostaje to jednak nagrodzone strzałem zadającym bardzo wysokie obrażenia (Chaos Terminator z legionu World Eaters padł po otrzymaniu zaledwie 4 strzałów). Miotacz ognia z kolei sprawdza się dobrze w zwalczaniu hord piechoty, np. nurglingów lub kultystów, ale trzeba uważać – atakuje tylko cele w linii prostej, nie ma więc efektu obszarowego, którego można spodziewać się po tego typu broni.
Do walki wręcz Nyra Veyrath wykorzystuje miecz energetyczny. Nie pozwala on doskakiwać od przeciwnika, ale jednocześnie nie zmienia naszego ekranu w szkarłatną, kwadratową fontannę, nie wymaga podtrzymywania podczas ataku i zadaje naprawdę sensowne obrażenia. Do zwalczania hord przeciwników możemy wykorzystać bombę melta. Teoretycznie jest to sprzęt przeciwpancerny, ale w Boltgun 2 otrzymujemy po prostu potężny ładunek wybuchowy z opóźnionym zapłonem.
Odniosłem wrażenie, że gra nową postacią jest łatwiejsza. Zadajemy większe obrażenia, przez co łatwiej nam radzić sobie z elitarnymi przeciwnikami. Miotacz, cięzki Bolter, bomby melta i nowy miecz pozwalają radzić sobie również z falami przeciwników (np. Poxów pod koniec pierwszej misji).

W demie możemy ograć 2 misje: jedną w zabagnionej dżungli i drugą w zaśnieżonym kompleksie przemysłowym. W pierwszym scenariuszu zaczynamy bez broni strzeleckiej, ale szybko odnajdujemy swoją pierwszą pukawkę. Równie szybko trafiamy na… sojuszników, czyli oddziały Death Korps of Krieg. Choć nie stanowią one zbyt wielkiego wsparcia, ściągają na siebie ogień przeciwnika i mocno podbijają klimat. Szczególnie pod koniec pierwszej mapy, gdy wraz z dzielnymi (i skazanymi na śmierć) gwardzistami bronimy się przed niekończącą się falą wrogów w oczekiwaniu na ewakuację.

Na mapach znajduje się kilka sekretów, ale ich odnalezienie nie wymaga (zwykle) karkołomnych sztuczek i nawet niedzielni gracze, którzy po prostu przebiegają przez lokacje, mają szansę na odkrycie kilku z nich. Sam projekt map jest czytelny i trudno się na nich zgubić, ale gdyby komuś się udało, po naciśnięciu klawisza N gra pokazuje nam, gdzie powinniśmy się udać.

Śnieżna mapa to powiew świeżości po bagnistej dżungli. Spotykamy tam też innych przeciwników – wyznawców Nurgle’a zastępują poplecznicy Khorne’a. Moim jedynym zastrzeżeniem jest intensywność opadów śniegu, która momentami jest zbyt wysoka i sprawia, że nie widać przeciwników.
Oprawa audiowizualna Warhammer 40,000: Boltgun 2 DEMO
Chociaż nie przepadam za retro shooterami i całym tym hajpem na pixele, w Boltgun 1 grało mi się naprawdę przyjemnie. Podobnie jest z demem dwójki – grafika jest czytelna, całkiem szczegółowa i robi niezłe wrażenie. Muzyka natomiast świetnie buduje klimat.
W ustawieniach możemy dostosować poziom „spikselizowania” gry. Ja grałem na najniższej pikselizacji. Wówczas gra bardziej kojarzy się z Serious Sam niż Quake.

Obiekty praktycznie nie są spikselizowane. Zwykła, toporna grafika 3D.

Lekka pikselizacja. Tworzy fajny retro klimat, nie sprawiając, że gra jest nieczytelna.

Chociaż na zrzucie ekranu nie wygląda to tragicznie, w trakcie gry mocno zaburzało widoczność.

Nie zalecam tego trybu – jest szansa, że wjadą Ci na kwadrat Adeptus Mechanicus, żeby odzyskiwać archeotechnologię.
Podsumowanie
Obydwie misje przeszedłem bardzo szybko. Choć upływ czasu na pewno zaburzył fakt, że świetnie się bawiłem. Licznik na Steam pokazuje mi obecnie 106 minut (ukończyłem demo obiema postaciami). Po ograniu dema z nadzieją patrzę w przyszłość i czekam na pełną grę. Bo jest na co.
Twórcy zapowiedzieli, że w Boltgun 2 będziemy mierzyć się z siłami wszystkich czterech bogów Chaosu oraz Black Legionu. Nie powinno więc zabraknąć ciekawych przeciwników i pokręconych lokacji. Pełna wersja gry ma ukazać się jeszcze w tym roku na PC, PS5 i Xbox X/S, choć obecnie nie znamy konkretnej daty premiery.